Gazeta.pl > Wiadomości filmowe >  teksty

Oto początek przyszłości... Star Treka

 Star Trek

Sprawdź, czy nowy "Star Trek" jest dla Ciebie. Dziś o filmie pisze dla Was znawca serii z serwisu trekkie.pl

"Space. The Final Frontier"- kilka lat temu, po porażce pełnometrażowego "Nemesis" (2002) oraz serialu "Enterprise" (2001-2005), mało kto spodziewał się, że kiedykolwiek będzie nam jeszcze dane usłyszeć te słowa w kinie. Jednak Hollywood ma na tyle rozsądku, że nie dało umrzeć ponad czterdziestoletniej legendzie. Seria "Star Trek" jak na razie liczy sześć seriali (w tym jeden animowany) oraz dziesięć filmów pełnometrażowych. Jedenasty wchodzi właśnie na ekrany kin na całym świecie. Czy zapewni serii "czterdzieści nowych lat"?

Jedenasty "Star Trek" został przygotowany głównie pod kątem przyciągnięcia przed ekrany nowej widowni - w Stanach Zjednoczonych jednym z haseł (notabene gigantycznej) kampanii reklamowej jest "This is not your father's Star Trek" ("To nie Star Trek twego ojca"). Dotychczas w Star Trek opowiedziano już historie z XXIII w. (oryginalny serial z lat 1960. oraz pierwsze sześć filmów), XXIV w. (zdecydowanie w Polsce popularniejsze - zdecydowanej większości niewtajemniczonych Star Trek kojarzy się z łysym kapitanem w czarno-czerwonym uniformie - 3 seriale oraz pozostałe 4 filmy) oraz XXII w. (ostatni z seriali). Star Trek XI jest powrotem do korzeni franczyzy i opowiada o pierwszych losach załogi (nieco mniej w Polsce znanej) pierwszego, XXIII-wiecznego statku kosmicznego Enterprise - stąd też hasło "Oto początek przyszłości" promujące film.

Przed autorami scenariusza (Roberto Orci i Alexander Kurtzman) stanęło karkołomne zadanie: jak dobrze sprzedać film zarówno zagorzałym fanom, jak i niewtajemniczonym. Wiadomo było, że film będzie "rebootem" (czyli opowiedzeniem historii od samego początku - podobny los spotkał ostatnio Bonda oraz Batmana), a fani rebootów nie lubią, gdyż negują one to, co wydarzyło się w filmach do tej pory. Sprawa w przypadku Star Trek wyglądała nadzwyczaj groźnie - czy można ot tak przekreślić 726 produkcji powstałych przez ostatnie 43 lata?

Na szczęście rozwiązanie problemu okazało się banalne (choć nie przypadku każdego filmu scenarzysta może sobie na takie pozwolić): podróż w czasie z przyszłości do przeszłości (tutaj: z 2387 do 2233 r.) zmienia bieg historii tworząc wszechświat alternatywny. W ten sposób losy bohaterów można opowiedzieć na nowo, nie odmawiając jednocześnie fanom tego co sprawiło, że fanami zostali. To wszystko oczywiście pod warunkiem, że wykażą otwartość (nadmienić można, że jak na ironię, samo dopuszczanie istnienia wszechświata równoległego jest poważną zmianą w Star Trek - dotychczas opowieści o podróży w czasie zakładały istnienie jednej linii czasu, którą ktoś psuł i trzeba było sprzątać po nim bałagan).

Star Trek

Film rozpoczyna się imponująco. Nie zdradzając zbytnio fabuły: jest dużo szybkiej akcji, napięcia i emocji. Dramatyzm na wysokim poziomie, czego zasługą jest m.in. doskonałe tło muzyczne - zapiera dech w piersiach przez pierwsze jedenaście minut filmu, po których to wreszcie ukazuje się plansza tytułowa. Początek stawia poprzeczkę bardzo wysoko i niestety jest to poniekąd strzał w stopę dla dwugodzinnego filmu - nie znaczy to, że w filmie brakuje akcji czy suspensu, po prostu finałowym scenom nie udaje się już utrzymać wysokiego poziomu wstępnej sekwencji.

Ponieważ najnowszy "Star Trek" ma za zadanie przyciągnąć jak najwięcej "świeżej krwi", momentami ma się wrażenie, że scenarzyści chcieli za wszelką cenę zadowolić absolutnie wszystkich - przykładowo, aplikując filmowi dość spore dawki humoru. Momentami aż za spore. Powoduje to pewne zgrzyty w zestawieniu z poruszającym początkiem filmu, a momentami wręcz irytuje - weźmy np. "hiperrosyjski" akcent oficera Pavla Chekova: po pierwszych czterech zdaniach raczej przestaniemy się śmiać; w niektórych zaś scenach ten akcent niepotrzebnie psuje napięcie. Ogólnie rzecz biorąc wydźwięk filmu jest "młodzieżowy": dużo akcji (na niespotykaną dotychczas skalę w Star Trek), efektów (przypominając miejscami bardziej "Gwiezdne Wojny" niż "Star Trek") i gadżetów. Nie zabrakło również wątku miłosnego - dość nieoczekiwanego dla fanów.

Film jest zrealizowany według "najnowszych trendów" - kadr filmu rzadko kiedy jest stabilny, a flary obiektywu są chlebem powszednim. Rzecz gustu - mnie się to średnio podoba. Muzyka Michaela Giacchino tworzy niezłe tło, nawet mimo tego, że kompozytor usilnie starał się wpleść motyw główny we wszystkie utwory ścieżki dźwiękowej (w filmie tego się na szczęście nie zauważa) - niestety również w słynną fanfarę Star Trek towarzyszącą serii od początków jej istnienia. Piszę "niestety" nie ze względu na zarzut jej "bezczeszczenia". Natomiast z czysto muzycznego punktu widzenia odnowiona fanfara brzmi dysonansowo i traci optymistyczny wydźwięk. Na szczególną uwagę zasługuje też nowa aranżacja tematu z serialu z lat 60. minionego wieku - tuż na początku napisów końcowych (które pochłonęły chyba połowę 150-milionowego budżetu!) - warto więc zostać te trzy minuty dłużej w kinie.

Chris Pine jest doskonałym nowym Kirkiem - zagrał rolę po swojemu, nie starając się zbytnio naśladować pierwowzoru, Williama Shatnera (chociaż udaje mu się odegrać kilka wywołujących uśmiech "shatneryzmów"), z kolei zaś Karl Urban jest prawie idealną kalką doktora McCoya z lat 1960. Zachary Quinto dość przekonująco odegrał rolę skonfliktowanego wewnętrznie pół-Ziemianina/pół-Vulcana Spocka, łatwo zresztą porównać go z oryginałem - Leonardem Nimoyem, który też przecież gra w filmie. Mieszane uczucia mam w kwestii młodziutkiego Pavla Chekova granego przez Antona Yelchina - z założenia miał być chyba postacią rozładowującą napięcie, ale w tej roli chyba lepiej sprawdził się Simon Pegg grający Scotty'ego. Scenariusz został tak napisany, aby każda z postaci miała "swój moment", co daje szansę nowej widowni na zapoznanie się z postaciami. Na szczególną uwagę zasługuje również Bruce Greenwood odtwarzający rolę Christophera Pike'a, pierwszego kapitana Enterprise.

Jak wspomniałem wcześniej, film z założenia miał być rebootem innego typu - "rozgałęziać" linię czasu, a nie wymazywać dotychczas istniejącą. W takim przypadku jednak nie powinno się zmieniać praw fizyki (jakkolwiek fikcyjnej) obowiązujących dotychczas w uniwersum Star Trek, a niestety taki zabieg ma w filmie miejsce przynajmniej raz (np. brak ograniczeń w zasięgu transporterów, czyli trekowych urządzeń do teleportacji). Nie przypadła mi do gustu również nowa wizja maszynowni statku kosmicznego - zdawać by się mogło, że Enterprise zasilany jest węglem zamiast materii/antymaterii. Obawiam się, że może powtórzyć się sytuacja, gdy w miarę powstawania kolejnych filmów czy seriali zacznie tworzyć się bałagan w dekoracjach, oznaczeniach itp. i konieczne będzie powołanie zespołu, który będzie pilnował spójności i "kanonu" (to dwie świętości Star Trek i jego fanów; nierzadko to one właśnie czynią ST atrakcyjnym dla potencjalnych fanów).

Nie jestem jeszcze stuprocentowo pewien, czy kupuję wizję Abramsa, Orci'a i Kurtzmana, dlatego chciałbym zobaczyć "Star Trek" jeszcze raz. Fani mogą potrzebować trochę czasu, żeby "otrzaskać się" z nowymi aktorami, ale narybek powinien przyjąć film bez znieczulenia. Na seansie, na którym byłem, śmiech dobiegał z różnych miejsc sali w różnych momentach filmu, tak więc można przyjąć, że postulat "dla każdego coś dobrego" udało się zrealizować. Paramount wiąże z produkcją wielkie nadzieje i ja również liczę na to, że najdroższy Star Trek w historii okaże się hitem, a przede wszystkim, że zostanie dobrze przyjęty przez najzagorzalszych fanów. Oby "Oto początek przyszłości" było dla Star Trek prorocze.

Ocena: 4/5 (minusy m.in. za maszynownię, fanfarę i "prawa fizyki")

Jan Szulew, trekkie.pl

 

Nie chcesz przegapić żadnej premiery kinowej? Zapisz się na nasz newsletter, szczegóły TUTAJ

 

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
Najnowsze
KONKURS

KONKURS

Wygraj płytę z muzyką z filmu ...

jsdfh

jsdfh

dhffg ...

Wycieczka po filmowych miejscach

Wycieczka po filmowych miejscach

Gdzie powstała słynna scena z, ...

Regulamin

Przeczytaj uważnie ...

Rodzina to wielkie puzzle

Rodzina to wielkie puzzle

Czy pudełko z tekturowymi elem ...

Najczęściej komentowane

SŁUCHAJ MUZYKI ZA DARMO