
- enh
- moje winnipeg
- guy maddin
- ostrożnie
- serce świata
- era nowe horyzonty
- najsmutniejsza muzyka świata
- 9. enh
- drakula: stronice z pamiętnika dziewicy
9. ENH: Guya Maddina kino delirium
Guy Maddin należy do najoryginalniejszych filmowców odkrytych dla polskiej publiczności przez organizatorów Nowych Horyzontów. Podczas tegorocznej edycji kanadyjski reżyser, którego twórczość towarzyszy festiwalowi prawie od samego początku, doczeka się pełnej retrospektywy.
Guy Maddin to ekscentryczny reżyser-samouk. W zaciszu garażu przy rodzinnym domu w Winnipeg, stolicy kanadyjskiej prowincji Manitoba, stworzył niepowtarzalny język filmowy, który Caelum Vatnsdal trafnie określił mianem kina delirium. Maddin z zaskakującą swobodą oraz przymrużeniem oka łączy różnorodne gatunki, konsekwentnie eksperymentując z estetyką przedwojennego kina, kiczem i technologią.
W jego niezwykle osobistych dziełach, przywodzących na myśl prozę Brunona Schultza, jak w kalejdoskopie przeplatają się intertekstualne odniesienia, symbole, archetypy, obsesje, dziecięce traumy oraz fantazje. Stylowo zrealizowane, anachroniczne historie w oparach seksualnej transgresji opowiadają o miłości, destrukcyjnej sile zazdrości i pożądania czy ułomności ludzkiej pamięci. Są jak sny, których przewrotnej logiki i sensu nikt nie potrafi do końca zrozumieć...
"Ostrożnie" (Careful, 1992)
"Gabinet doktora Caligari" Roberta Wiene, dzieła F. W. Murnau'a czy Josefa von Sternberga odcisnęły piętno na umyśle Guya Maddina. Chorobliwa fascynacja niemieckim ekspresjonizmem i freudyzmem (z wciąż powracającym motywem kazirodczym) prowadzi kanadyjskiego reżysera do odizolowanej od świata alpejskiej wioski Tolzbad. Wszyscy żyją tu w ciągłym strachu przed niosącymi śmierć lawinami. By zapobiec tragedii, mieszkańcy zachowują ciszę. Oprócz dźwięków tłumią także wszelkie popędy. Tym bardziej niepokojąco brzmią zatem słowa powtarzane hipnotyzującym głosem przez złowrogiego narratora: Ostrożnie, ostrożnie, ostrożnie.... Narastające frustracje znajdą w końcu swój upust...
Chwilami aż trudno uwierzyć, że ta dopracowana w każdym szczególe produkcja nie powstała siedemdziesiąt lat wcześniej. Zrealizowany z prawdziwie wagnerowskim rozmachem film poddano brawurowej stylizacji: mroczne dekoracje, nienaturalna kolorystyka (użycie odcieni pomarańczy, zieleni czy fioletu), postaci żywce wzięte ze wspomnianych już dzieł. W szalonym eksperymencie Maddinowi udał się niecodzienny mariaż onirycznej poetyki kina grozy z pastiszem niemieckich filmów górskich. Erotyzujący, pełen przesadnych uniesień melodramat stanowi dowcipną przestrogę przed poskramianiem pożądania.
"Serce świata" (The Heart of the World, 2000)
Powstała dla uczczenia ćwierćwiecza festiwalu w Toronto miniatura do złudzenia przypomina klasykę kina niemego. To mistrzowsko zrealizowany pastisz sowieckiej propagandy, hołd złożony "Metropolis" Fritza Langa, twórczości Siergieja Eisensteina czy Abla Gance'a i swoisty dowód wyższości obrazu nad narracją. W trwającym sześć minut, szalenie dynamicznym filmie Guy Maddin opowiada zawiłą historię Anny - pięknej pani naukowiec, która odkrywa, że... serce świata umiera.
Apokaliptyczna tematyka i atmosfera paniki (Maddin wykorzystuje odpowiedni moment na takie rozważania - nadchodzący przełom wieków) zachęcają do refleksji nad powolnym upadkiem sztuki filmowej, oddalającej się coraz bardziej od swych źródeł. Rywalizujący o względy Anny bracia reprezentują dwa odmienne podejścia: zimne-dokumentalne, polegające na utrwalaniu rzeczywistości (grabarz Nikolai) oraz gorące-duchowe - czyli doświadczanie poprzez przeżycia wewnętrzne (grający Jezusa aktor Osip). Kobieta nie potrafi wybrać pomiędzy nimi i daje się uwieść bogatemu przemysłowcowi. Ten triumf komercji Maddin komentuje wymownie - zawałem serca świata. Czy to naprawdę koniec? Kanadyjczyk pozostawia nadzieję.
"Drakula: stronice z pamiętnika dziewicy" (Dracula: Pages from a Virgin's Diary, 2002)
Zupełnie nowe, chociaż zdaniem niektórych - najwierniejsze z dotychczasowych - wielowymiarowe spojrzenie na klasyczną powieść Brama Stokera. W czarno-białej produkcji Guy Maddin łączy elementy baletu, pantomimy i wampirycznego horroru. Próbując zreinterpretować legendarną postać Drakuli, tworzy niepokojącą, spowitą mgłą inscenizację z elementami delirycznej grozy i pruderii, z której słynie epoka wiktoriańska.
Maddin czerpie garściami ze estetyki ekspresjonistycznego kina niemego. Fascynuje go gra światłem i cieniem, próbuje przeniknąć potencjał filmowej ciszy. Telewizyjne widowisko wręcz kipi od soczystych motywów rodem z gotyckiej powieści, podawanych ze specyficznym poczuciem humoru, a sugestywną stylizację dopełniają plansze z napisami. Reżyser porzuca tradycyjną narrację świadomy jej ograniczeń. Beztrosko bawi się kamerą Super8, 16mm i technikami montażu, ale w swoich eksperymentach z formą nie zachłystuje się nadmiernie stylistyką neo-retro. W ten sposób powstał niezwykły obraz - fantasmagoryczny teledysk do wizjonerskiej muzyki Gustava Mahlera, pełen zmysłowych, odbitych w lustrach układów tanecznych.
"Najsmutniejsza muzyka świata" (The Saddest Music in the World, 2003)
W czasach wielkiego kryzysu do mroźnego Winnipeg przybywają ekscentryczni uczestnicy konkursu na najsmutniejszą muzykę świata. Tragikomiczna historia, ociekająca absurdem i dekadencką melancholią, odsłania kulisy walki o nagrodę ufundowaną przez nieszczęśliwą lady Port-Huntly. Podczas gdy widz gubi się w labiryncie relacji pomiędzy bohaterami, topiącymi smutki w piwie, Guy Maddin wciąga go w głąb odrealnionego świata, odmalowanego z polotem na chropowatej fakturze czarno-białej taśmy filmowej. Składniki intrygującego koktajlu reżyser odnajduje w estetyce ekspresjonizmu, slapstickowej komedii i złotym okresie hollywoodzkiego musicalu.
Scenarzysta George Toles przekłada na język Maddina powieść Kazuo Ishiguro, zachowując - mimo szeregu gruntownych zmian w stosunku do oryginału - charakter polityczno-społecznej satyry. Krytyce poddane zostają imperialistyczne zapędy Stanów Zjednoczonych (reprezentowanych przez cynicznego broadwayowskiego producenta, który podkupuje reprezentacje pokonane w konkursie), manipulacje publicznością czy wykorzystywanie ludzkiej tragedii dla taniej rozrywki. Spoiwo tych refleksji stanowią elementy bunuelowskiego surrealizmu (w tym fetyszyzacja kalectwa) oraz wątek braterskiej rywalizacji.

"Moje Winnipeg" (My Winnipeg, 2007)
W swojej doku-fantazji Guy Maddin zabiera widzów w surrealistyczno-nostalgiczną podróż do rodzinnego miasta, zasypanego śniegiem Winnipeg. Czarno-biała, lekko przetarta taśma współtworzy aurę lirycznej tajemniczości. Z archiwalnych zdjęć lokalnej kroniki, kart familijnego albumu oraz fabularyzowanych fragmentów wyłania się intymny portret magicznego miasta i jego osobliwych mieszkańców. Miasta, z którym główny bohater (i zarazem narrator filmu) próbuje się pożegnać. Bezskutecznie.
Senny pociąg, do którego wsiada z myślą opuszczenia Winnipeg, zmierza w przeciwnym kierunku - ku przeszłości. Powracają wspomnienia rodzinnego domu pachnącego zakładem kosmetycznym apodyktycznej matki-aktorki, perwersyjny widok głów zamarzniętych koni czy wciąż żywe emocje związane z meczami legendarnej drużyny hokejowej. Hala, w której te niezapomniane widowiska się rozgrywały, została wysadzona. Ustąpiła miejsca centrum handlowemu. Brutalnej demitologizacji ulegają również dziecięce wyobrażenia, a odważna próba przepracowania traum w postaci groteskowej psychodramy kończy się porażką. Grzebiąc w podświadomości Maddin przywołuje symbolikę matczynego łona i odnajduje klucz do zrozumienia wszelkich tajemnic w kompleksie Edypa.
To tylko nieśmiałe zaproszenie do odrealnionego świata Guya Maddina. Niepowtarzalna okazja dokładniejszego poznania twórczości intrygującego Kanadyjczyka (ale i jego samego) nadarzy się podczas 9. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Era Nowe Horyzonty. Naprawdę warto ją wykorzystać.
Piotr Guszkowski















