Gazeta.pl > Wiadomości filmowe >  teksty

9. ENH: Klasycznie na początek

Toksyczne rodziny w czerni i bieli u Maddina ("Piętno na umyśle!") i Hanekego ("Biała wstążka")

Największe problemy widza wrocławskiego festiwalu są takie same od lat: co wybrać z programu? I kiedy się wyspać, jeśli jest tyle rzeczy do obejrzenia?

Kinowe misterium

Pierwszy tegoroczny film festiwalowy postawił wysoko poprzeczkę. "Biała wstążka " Michaela Hanekego hipnotyzuje, napawa niepokojem i nie daje o sobie zapomnieć na długo po seansie. Film będzie wyświetlany w całej Polsce, a jednak fantastycznie jest oglądać dzieło tego kalibru wśród festiwalowej publiczności - ta na uroczystym otwarciu, choć trochę rozprężona przez wcześniejsze oficjalne przemowy, zamiera, gdy tylko rozpoczynają się napisy. Jesteśmy w multipleksie, lecz i tak wyraźnie można odczuć: zaczyna się kinowe misterium.

Haneke swój obraz jak zwykle skonstruował z niebywałą precyzją, wymagającej od widza koncentracji czy nawet obejrzenia filmu kilka razy. Bowiem fabularna prostota "Białej wstążki " szybko okazuje się pozorna.

Historia zaczyna się od tajemniczego wypadku lekarza. Potem bliżej poznajemy wioskę, w której życie od lat płynie utartym torem, a role są ściśle określone: chłop, baron, pastor, lekarz, nauczyciel. Narratorem filmu jest ten ostatni - miał 30 lat w czasie opisywanych wydarzeń, lecz w trakcie snucia opowieści, jak się możemy domyślać po jego zmienionym głosie, jest już starcem. To on będzie dążył do rozwiązania zagadki: kto dopuszcza się wybryków niszczących spokój społeczności?

"Biała wstążka" w pierwszej chwili wydaje się filmem bardzo klasycznym. Czarno-białe, trochę bergmanowskie kadry, literacki narrator, "kryminalna" intryga i scenografia wioski z początku XX wieku łatwo mogą nas zmylić. Doprowadzić do wniosku, że przenieśliśmy się w świat uporządkowany, gdzie rządzą niepodważalne autorytety, a naruszenia norm zostaną ukarane. I my - jako widzowie - też możemy się czuć bezpiecznie. Ale Haneke chyba nie byłby sobą, gdyby nie bawił się naszymi odbiorczymi przyzwyczajeniami.

Michael Haneke Biała wstążka

Wiele dzieje się w "Białej wstążce" poza kadrem, szczególnie w przyszłości. Sami bohaterowie nie mówią o niej zbyt wiele, lecz nam wystarczy parę informacji rzuconych niby na marginesie opowieści, by bardzo dużo móc sobie wyobrazić. Na przykład to, kim urocze blond-dziecięta z 1913 roku stały się 20 lat później. Lub czemu nauczyciel-poczciwina, ich wychowawca, przywołuje dawne wydarzenia. Biała wstążka dobitnie pokazuje, co ukształtowało przedwojenne niemieckie pokolenie. Jak tradycyjna społeczność rozpadała się od środka i jak wątła była jej fasada.

Haneke, korzystając głównie ze sprawdzonych środków filmowych, stworzył nowatorską i przebogatą znaczeniowo opowieść. 

Filmowe dziwactwo

Odwrotny jest przypadek "Ricky'ego " Francoisa Ozona. Reżyser rozczarowuje, ponieważ chyba za bardzo starał się zaskoczyć widzów, pokazać im coś, czego jeszcze nie widzieli. Podobnie jak w równie słabym "Angel" wychodzi poza granice gatunków, bawi się konwencją, lecz bez odpowiedzi pozostawiając pytanie: po co to wszystko?

Choć pomysł na "Ricky'ego " był ciekawy: połączyć dwa zupełnie odmienne i - wydawałoby się - nieprzystające do siebie style. W nowym filmie Francuza poznajemy Katie samotnie wychowującą córkę Lisę. Ponure paryskie przedmieścia, monotonna praca w fabryce, przypadkowy romans, kolejne dziecko - w tę tkankę z dramatu społecznego nagle wdziera się element absurdu: niemowlakowi zaczynają wyrastać...skrzydła. Oczywiście wynika z tego sporo momentów humorystycznych, lecz trudno powiedzieć, czy zostały one zamierzone przez autora. Jedynie bardzo dobre kobiece role pierwszoplanowe windują film o poziom wyżej. W sumie "Ricky" to niegroźne filmowe dziwactwo, z którego jednak dla widza nie wynika żaden pożytek. Przesłanie okazuje się banalne i niewarte stylistycznej akrobatyki, jaką wyprawia Ozon.

Ricky Francois Ozon
Dobry przykład na to, że nowatorstwo w kinie nie oznacza udziwniania na siłę.

Wysysanie "nektaru" z mózgu

Nie jeden Haneke potrafi wykorzystać siłę klasycznych środków filmowych, by to, co stare zamienić w nowe. Pod tym względem podobna jest strategia (choć jak inne to kino!) Guya Maddina - tegoroczna retrospektywa daje rzadką okazję poznania bliżej twórczości Kanadyjczyka.

Zupełnie wyjątkowe wydarzenie w ramach przeglądu filmów Maddina odbyło się w piątek w Operze Wrocławskiej, gdzie pokazano "Piętno na umyśle!" nie tylko z muzyką, ale i narracją oraz dźwiękami do filmu na żywo. Choć dość trudno oderwać wzrok od onirycznych obrazów z dzikiej wyobraźni reżysera, chwilami warto było przyjrzeć się pracy artystów imitujących filmowe odgłosy. Ubrani w białe kitle i wyposażeni w bogaty zestaw instrumentów - od wanny, przez nożyczki, do gumowej kaczuszki - dodawali jeszcze więcej grozy przedstawionemu światu. A zadania nie mieli łatwego: musieli oddać tak różne odgłosy jak skrzypienie drzwi, wysysanie "nektaru" z mózgu czy głosy płynące z aerofonu - wynalazku filmowego ojca Guya... Dodatkowo, dopiero pod koniec do dźwiękowego trójkąta (orkiestra-imitatorzy dźwięków-narratorka) dołączył wysoki, kobiecy głos śpiewaka - przekraczającego granice płci tak samo jak czynili to na ekranie bohaterowie "Piętna..."

Niesłychany przykład, jak można wzbogacić standardową relację film-muzyka na żywo. Maddin nie tylko w warstwie dźwiękowej, ale również wizualnej chyba jak nikt inny potrafi odświeżyć i odwrócić schematy stosowane jeszcze w filmie niemym. W "Piętnie..." aktorki grają głównie wyrazistymi, niemal przesadnymi gestami kierując w stronę kamery wielkie oczy niczym w przedwojennych arcydziełach. Na planszach pojawiają się krótkie komunikaty - czasem konkretne, czasem bardziej poetyckie, lecz zawsze świetnie uzupełniające wizualną narrację. Czarno-białe, technicznie niedoskonałe kadry ginące w mrokach na skraju ekranu wyglądają jak gdybyśmy wciąż mieli początek minionego wieku. Lecz wszystko to jest szybko, po maddinowsku zmontowane, a wywrotowa treść nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z bardzo oryginalnym i nowoczesnym filmem.

Guy Maddin Piętno na umyśle
Okazuje się, że nowe horyzonty kina czasem oznaczają powrót do kinowej tradycji, tylko odmienionej i odkrytej na nowo.

Malwina Grochowska

Wszystko o drugim dniu festiwalu Era Nowe Horyzonty

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
Najnowsze
KONKURS

KONKURS

Kto wygrał japońskie puzzle i ...

Kolejny zakochany. Tym razem

Kolejny zakochany. Tym razem "Zakochany Goethe"

Historia młodego Johanna Wolfg ...

Wycieczka po filmowych miejscach

Wycieczka po filmowych miejscach

Gdzie powstała słynna scena z, ...

Smutne filmy o miłości. TOP 30

Smutne filmy o miłości. TOP 30

Specjalny "miłosny box office" ...

Regulamin

Przeczytaj uważnie ...

Najczęściej komentowane

SŁUCHAJ MUZYKI ZA DARMO