Biegnij, chłopcze, biegnij ***

Gazeta.pl > nowy_film >  news
Paweł T. Felis
10.01.2014 06:00
A A A Drukuj
Biegnij, chłopcze, biegnij

Biegnij, chłopcze, biegnij (Fot. Hagen Keller Hagen Keller)

Niemcy, Francja, Polska 2013. Reż. Pepe Danquart. Aktorzy: Andrzej Tkacz i Kamil Tkacz, Elisabeth Duda, Zbigniew Zamachowski, Przemysław Sadowski, Iza Kuna, Mirosław Baka, Katarzyna Bargiełowska
Żydowski chłopiec walczy o przetrwanie po ucieczce z getta.

Film Pepe Danquarta, oparty na wspomnieniach Uri Orleva, od początku do końca nie chce być niczym więcej, niż historią wojennej tułaczki 8-letniego Srulika, który uciekł z warszawskiego getta. Poznajemy go w srogą zimę, gdy rozpaczliwie kradnie jednemu z Polaków zimową kurtkę, a w końcu przemarznięty na kość trafia do domu żyjącej samotnie Magdy (Duda). To dzięki niej - jako Jurek Staniak - nauczy się pacierza, wymyśli sobie wzruszającą, fikcyjną historię rodzinnej tragedii i weźmie przydatne lekcje, jak udawać Polaka. Ale u życzliwej Polki (mówiącej po polsku - z uwagi na aktorkę - ze specyficznym akcentem), podobnie jak u wszystkich innych, którzy ofiarują mu pomoc, nie będzie mógł zostać długo: tak jest bezpieczniej.



Włóczęga Srulika w "Biegnij, chłopcze, biegnij" to wciąż zmieniające się obrazy, twarze i domy (jednym z nich jest też las): jeśli tylko Jurek zdąży się do kogoś przywiązać, musi odejść. Chwilę będzie więc tylko tułał się w towarzystwie kilku rówieśników, przez moment zatrzyma się u Mateusza (Baka) i rodziny Kowalskich (Przemysław Sadowski i Iza Kuna), niedługo nawet będzie mógł cieszyć się przygarniętym psem, którego przypadkiem zastrzelą polscy partyzanci. Ale jak to wpływa na rodzącą się tożsamość i świadomość chłopca, w jaki sposób zmienia jego widzenie rzeczywistości, właściwie nie wiadomo - reżyser zatrzymuje się na kalejdoskopie zdarzeń, które odtwarzają jedynie kolejne etapy odysei Orleva.

Słowo "odtwarzanie" jest tu zresztą, niestety, kluczowe - w kolejne epizody wkrada się denerwująca sztuczność, kuleje inscenizacyjny pazur, zawodzi też aktorstwo. Zwłaszcza w przypadku głównego bohatera, którego grają bliźniacy Andrzej i Kamil Tkaczowie: to oni niosą cały film, ale zabrakło im dobrego reżysera (nie tylko w drażniących scenach płaczu). Bo że Kamil potrafi grać znakomicie, udowodnił wcześniej w "Chce się żyć" Pieprzycy.

Inna sprawa, że "Biegnij, chłopcze, biegnij" to kino - czego twórcy zresztą nie ukrywają - edukacyjne. Mimo wszystko warto pokazać go więc dzisiejszym nastolatkom (zwłaszcza tym młodszym, bo reżyser świadomie unika scen brutalnych). I porozmawiać o tym, jaką cenę kiedyś można było zapłacić za pomaganie innym. I z jaką determinacją można było samemu - bez konsoli, komputerów i telefonów - walczyć o przetrwanie. A na dodatek: wygrać.



Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Premiery

Kinoplex